To całkiem...zabawne uczucie. Budzisz się rano i pierwsza twoja myśl to "Nienawidzę siebie". Słowa te dość często pojawiają się w twojej głowie. Gdy idziesz do szkoły. Gdy napawasz wzrok widokiem ukochanej osoby, która nigdy nie będzie twoja. Gdy patrzysz na swoje żałosne odbicie w lustrze. Gdy wieczorem, popijając ulubioną herbatę, obserwujesz przez okno ulicę. "Nienawidzę siebie".
Właściwie ciężko ci stwierdzić, kiedy to się zaczęło. W sumie już gdy byłeś małym dzieckiem, czułeś, że coś jest nie tak, że jesteś inny, słabszy, gorszy. Być może łudziłeś się, że coś się zmieni. Naiwny człowiek. Nauczyłeś się jednak spędząć całe dnie z osobą, którą gardzisz. Nie chcesz być jak ona. Wyżywasz się na niej. Jest żałosna. Jest beznadziejna. Jest...tobą.
Schudłeś...bardzo. Ale nie zamierzasz na tym zaprzestać. Jeszcze trzy kilo, jeszcze pięć, jeszcze dziesięć. Chcesz, żeby było widać ci kości. Kombinujesz z jedzeniem, szukasz innych metod. Nie możesz przestać, chociaż wiesz, że robisz sobie krzywdę. Marzysz o tym, żeby znów być chudy, jak kiedyś. Jeszcze zanim zacząłeś brać te pieprzone leki. Chociaż może już jesteś chudy? Niektórzy tak ci mówią. Ale nie ufasz im. Wiesz lepiej.
W sumie nie jest tak, że nienawidzisz wszystkiego w swoim ciele. Lubisz swoje ręce. Są szczupłe. Podobają ci się też twoje małe, delikatne usta. I uwielbiasz swoje oczy. Przybierają piękny odcień niebieskiego, gdy płaczesz.
Chyba dobry z ciebie człowiek. Często to słyszysz i może faktycznie coś w tym jest. Starasz się pomagać innym, być dla nich ciepły, miły, dawać im wspracie. Jesteś bardzo empatyczny. Potrafisz postawić się w sytuacji innej osoby i dzieki temu lepiej ją zrozumieć. Poczuć jej radość, smutek, ból, tęsknotę...
Jesteś jednak strasznie nieśmiałą osobą. Jesteś cichy i zamknięty w sobie. Boisz się otworzyć. Im więcej ludzie o tobie wiedzą, tym łatwiej będzie im cię skrzywdzić. Ich też się boisz, nie ufasz im. Nawet gdy ktoś chce się do ciebie zbliżyć, odtrącasz go, czasem nieświadomie. Mimo to ludzie cię lubią. Naprawdę. Ale i tak czujesz się samotny. Samotny w tłumie, który cię przytłacza.
Masz też dużo problemów rodzinnych. Martwisz się o swoich bliskich. Chcesz, żeby to się już skończyło...ale nie skończy się szybko. Wspierasz członków swojej rodziny, przynajmniej się starasz. Czy to coś daje? Nie wiesz. Oni też próbują ci pomóc, ale chyba nie wiedzą jak.
Rzeczą, za którą najbardziej się nienawidzisz jest to, że potrafisz kochać. Bo nie kochasz tych, których inni chcieliby, żebyś kochał. Podobają ci się chłopcy, a sam nim jesteś. Nienormalne. Heh. Ciota, pedał, zboczeniec. Wiesz, co cię czeka w przyszłości. Wiesz, że już nie tylko ty będziesz siebie nienawidził. Będzie cię nienawidzić większość osób z twojego otoczenia. Będą się tobą brzydzić. Życzyć ci śmierci. Na razie wie twoja mama, kilka przyjaciółek. I ludzie czytający tego bloga. Na szczęście jesteś anonimowy. Może ktoś inny jeszcze się domyśla. Ale...nie będziesz ukrywać się całe życie. A może przeciwnie, będziesz do tego zmuszony?
Zakochałeś się...mocno. Jeszcze nigdy nie czułeś niczego tak silnego. On jest taki męski i silny, ale jednocześnie taki miły, czuły i troskliwy. I taki piękny. Nie wygląd się liczy, ale nie możesz oderwać oczu od jego ciała. Jest twoim największym marzeniem. Nieosiąglanym marzniem. Nie jest twój. Jesteście tylko kolegami. Chociaż ostatnio jest między wami dobrze, nawet bardzo. Było nawet kilka sytuacji, które mogły ci pozwolić myśleć, że on...nie,pewnie ci się wydaje. Z resztą i tak nie masz odwagi powiedzieć mu o swoich uczuciach. Liczysz na jego ruch. Ruch, który może nigdy nie nadejść.
Uważasz, że jesteś beznadziejny. Do niczego się nie nadajesz. Innym byłoby lepiej bez ciebie. Jesteś nic nie wartym, niezauważalnym istnieniem.
Śmierć... Umieramy powoli każdego dnia. Taka jest smutna prawda. Ale ty zdałeś sobie z tego sprawę chyba wcześniej niż inni. Czasami masz ochotę pomóc śmierci cię zabrać. Chcesz rzucić się w jej objęcia. Może ona zdoła ci pomóc? Ukoić twój ból?
Przy życiu trzymają cię osoby, które są dla ciebie ważne. I taka mała, głupia nadzieja, że jakoś się ułoży i będzie dobrze. Może skończą się twoje problemy? Może uda ci się pokochać siebie? Naiwnie w to wierzysz, ale coraz ci ciężej.
Ludzie są jak ptaki...piękne stworzenia. Mogą robić, co tylko chcą. Polecieć gdziekolwiek chcą. Jednak niektórym ptakom brakuje już sił, by dłużej latać. Czy ktoś zauważy, że brakuje mi tchu? Czy ktoś zapłacze nad moim upadkiem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz